Co zrobić gdy dwulatek zamyka Cię na balkonie. Nasza historia..

Co zrobić gdy dwulatek zamyka Cię na balkonie. Nasza historia..

Pisząc to, ciągle kotłują się we mnie różne emocje. Nigdy tak bardzo nie bałam się o dzieci, jak tamtego dnia.

Czy zdarzyło Wam się kiedyś, myśleć o sobie jako o „beznadziejnym rodzicu” ? Ja po całej tej sytuacji, którą przeszliśmy, właśnie tak o sobie myślę. Każdy rodzic, dba aby dziecku nie stała się krzywda. Całujemy kolano, gdy zdarzy się upadek. Dmuchamy paluszek, gdy maluch się skaleczy. Tulimy, gdy leją się łzy. Przychodzi, niestety taki moment, w którym to właśnie moja bezmyślność i brak wyobraźni, spowodowały że, cała ta sytuacja mogła skończyć się tragicznie.

Piątek. Dzień zaczął się pięknie. Słoneczko świeciło od rana. Termometr pokazywał 10° Celsjusza. Tomasz jak co dzień, pojechał do pracy. Miał wrócić koło 17:00. Zjedliśmy śniadanie i wybraliśmy się na spacer. Wiał dość mocny wiatr, lecz w słońcu była bardzo przyjemnie. Po powrocie, ugotowałam obiad, włączyłam pralkę. Oliwier zasnął, więc postanowiłam rozwiesić pranie na balkonie, ze względu na piękne słońce.

Od strony zewnętrznej, zamontowaliśmy „łapkę”, dzięki której dało się przymknąć drzwi balkonowe. Wyszłam na balkon, przymknęłam drzwi, aby nie wiało Igorkowi. Bawił się klockami lego i co chwila podchodził do szyby drzwi. Jako że mamy bardzo nasłoneczniony balkon, wyszłam w samych dresach, skarpetkach i bokserce. Wieszanie prania zajęło mi 5, może 10 minut. Gdy chciałam wejść do środka okazało się, że Igor przekręcił klamkę w dół!

Zamarłam. Momentalnie zrobiło mi się słabo. Telefon i klucze zostały w mieszkaniu. Próbowałam mu tłumaczyć, żeby teraz podniósł klamkę w górę, abym mogła otworzyć drzwi. Niestety tego już zrobić nie umiał. Pociągnął klamkę jeszcze bardziej w dół. Szybka ocena sytuacji. Przeszłam na balkon sąsiada, pukałam w szybę – niestety nikogo nie było. Sąsiadów z drugiej strony także niestety nie było. Godzina 14.30 – większość ludzi o tej porze jest w pracy. Balkon mamy od strony, gdzie nie ma żywej duszy. Liczył się czas.. Nigdy nie wiadomo co może przyjść do głowy dwulatka! Wiedziałam też, że lada chwila obudzi się Oliwier.

Niewiele myśląc podstawiłam krzesełko koło barierki, przeszłam na drugą stronę i skoczyłam do ogródka sąsiadki. Na szczęście mieszkamy na pierwszym piętrze. Jej także nie było. Przeskoczyłam przez płot. W samych skarpetkach, pobiegłam do bloku obok, do znajomej która, wiedziałam że ma numer do Tomasza. Na domiar złego, nie znałam nr telefonu do męża, na pamięć. Gdy już poinformowała go, aby szybko przyjechał z pracy z kluczami do domu, bo dzieci są same, pobiegłam pod drzwi mieszkania, aby mieć jakiś kontakt z synkiem. Małż przyjechał po 10 minutach. Igor płakał strasznie, mówiąc „mama bam” – widział jak skakałam z balkonu. Nie mam pojęcia, co on sobie w tamtym momencie pomyślał, ale później długo to przeżywał. Oliwier na szczęście, leżał bawiąc się grzechotką.

Dopiero wtedy, gdy już weszłam do domu, upewniwszy się że dzieci są bezpieczne, poczułam straszny ból w nodze. Po jakimś czasie pojechaliśmy na izbę przyjęć, i okazało się że skręciłam nogę w kostce i naciągnęłam wiązadła. Założono mi szynę i kazano leżeć. Nie obeszło się także bez przeziębienia.

Czuję się okropnie. Mam poczucie, że powinnam to przewidzieć. Uważam, że postąpiłam bardzo bezmyślnie. Problem polega na tym, że nawet przez moment nie przeszło mi przez myśl, że Igoś może te drzwi zamknąć. Milion razy, wychodziłam na balkon powiesić pranie, gdy on się bawił i mogłam go obserwować przez szybę. Milion pierwszy okazał się ostatnim. Ja mam nauczkę, a Wam piszę to ku przestrodze.

Nie wiem co by było, gdybyśmy mieszkali wyżej. Pewnie próbowałabym wybić szybę, co podejrzewam nie byłoby takie proste. Wołanie o pomoc, myślę że przyniosłoby marny skutek o tej porze dnia. Mieszkamy w bardzo kameralnym bloku, a balkon mamy od strony totalnego „zadupia”.

Po rozmowie ze znajomymi, i opowiedzeniu im naszej historii, okazuje się, że dzieci mają przeróżne pomysły. Zamykają się w łazience, zatrzaskują drzwi, zamykają się od środka w aucie i nie potrafią otworzyć.

Bardzo ciężko jest przewidzieć, co może przyjść do głowy takiemu maluchowi. Mimo to obwiniam się za całą sytuację. Teraz już wiem, jakie to może nieść konsekwencje. Nauczyłam się numeru męża na pamięć, a telefon mam zawsze przy sobie. Zastanawiam się ile razy w życiu, jeszcze będę umierać ze strachu o dzieci.

 



11 thoughts on “Co zrobić gdy dwulatek zamyka Cię na balkonie. Nasza historia..”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *